|
Takiej muzyki,
na takim poziomie jak Funky Groove w Polsce nie gra chyba żaden inny
zespół... Pod względem wykonawczym album prezentuje się bez zarzutu:
sekcja Jahr, Grabowy pracuje jak dobrze naoliwiona maszyna, cały
czas tworząc solidny, stabilny, ale i w odpowiednim stopniu
elastyczny „funky groove”, zaś obaj gitarzyści nie tylko wzorowo ze
sobą współpracują uzupełniając się i wspierając, ale grają jak
trzeba osadzone i jak trzeba przemyślane improwizacje. Nie mniej
solidna i interesująca jest strona kompozycyjna omawianej płyty.
Muzyka, która w przeważającej części wyszła spod pióra Artura
Lesickiego ma i charakter i cios, i miłe dla ucha linie melodyczne.
[...]
[...] Na
koniec Funky Groove, jeden z najlepszych w Polsce zespołów jazzu
elektrycznego.[...] Cóż powiedzieć o tym występie – jest to
inteligentna mieszanka jazzu i rocka (z oczywista przewagą tego
pierwszego), zróżnicowana harmonicznie i brzmieniowo, perfekcyjnie
zagrana, obfitująca w muzyczne smaczki, solówki gitarzystów na
europejskim poziomie, z mocnym, przekonującym fundamentem
rytmicznym. Słowem, jak to już napisałem recenzując album, umiar,
smak, kontrolowany żywioł. Znakomita koda Gitarowego Topu 2003.
|
Krzysztof Kuczkowski -Gitara i Bas |
...Początek płyty, jak na debiutantów przystało, pełen animuszu -
Studio Cafe Blues osadzony jest na mocnym funkowym rytmie. Nazwa
grupy sugeruje, że na albumie królować będzie funky, ale tak nie
jest i całkiem słusznie. Namiastkę funky mamy jeszcze w Mr. H.
Reggae jest leniwe, ale nabierające rumieńców i wzajemnie
stymulujące improwizacje je ożywiają. W słonecznym Secret Love
słychać motywy latynoamerykańskie, po trosze mamy je również w żywym
Recollecting... W tymże numerze swe umiejętności pokazuje
Tomasz Grabowy wymieniając się z Jahrem, a improwizacje duetu gitar
są tu najbardziej żywiołowe. Od całości stylistycznie odstaje
zaskakujący ECM-owskim chłodem Strange Meeting Billa Frisella.
Jest tu wiele przestrzeni tworzonej przez delikatne gitary (z
bajerami) na tle bezprogowego basu i „miotełek”. Wieńczy całość
Walking Theme rozpoczynające się jak płyta „Spirit of Django”
Jamesa Taylora...
...
Sumując – debiut udany. Słychać, że obydwaj gitarzyści potrafią
połączyć dobre tradycje gitary elektrycznej z nowoczesnym podejściem
i nie robią tego na siłę.
|
Piotr Nowicki-Gitara i Bas |
...Celowo podkreśliłem obecność aż dwóch prowadzących gitar, bowiem
to co uderza już na samym początku, to właśnie selektywne, czyste,
gitarowe brzmienie. Brak elektronicznych instrumentów klawiszowych
wbrew pozorom nie musi zubażać brzmienia zespołów uprawiających tego
typu muzykę, a wręcz przeciwnie – muzyka Funky Groove stała się
dzięki temu bardziej jednorodna i przejrzysta. Jednocześnie obaj
gitarzyści znakomicie radzą sobie tak z wymienionymi partiami
improwizowanymi, jak i akompaniamentem dla partnerskiej drugiej
gitary. Frontmenów wspomaga dodatkowo basista T. Grabowy, który z
dużą swobodą improwizuje aż w czterech utworach (m.in. Secret
Love)...
...
Funky Groove to rodzaj supergrupy, która nie jest odosobnionym
przypadkiem na polskiej scenie jazzowej i potwierdza tylko regułę,
że miniony rok jazzowy zdecydowanie należał do „elektrycznych
gitar”.
|
Andrzej Winiszewski - Jazz Forum |
Dużo radości i satysfakcji dostarczył mi najnowszy album zespołu
Funky Groove. Uczucia te zostały wywołane przede wszystkim jego
muzyczną treścią: wyrafinowaną i konsekwentną stylistycznie, a przy
tym nasyconą ekspresją i eksplodującą emocjami. Dodatkowym
katalizatorem owych stanów stało się zrozumienie faktu, że wbrew
temu, co próbuje się powszechnie lansować w teraźniejszej Polsce,
mogą jeszcze powstawać
w jej obszarach tak ważne i twórcze propozycje...
...Gitarzyści: Artur Lesicki i Marek Napiórkowski, basista Tomasz
Grabowy i perkusista Marcin Jahr, demonstrują najwyższy
profesjonalizm połączony z prawdą przekazu. Budują swe narracje z
pełnym przekonaniem i zaangażowaniem. Ogromne umiejętności
techniczne pozwalają im swobodnie przekładać zamysły na realia, przy
czym nigdy nie służą pustym, nic nie znaczącym popisom. Wspomagają
ich gościnnie: wokalistka Dorota Miśkiewicz i grający
na dodatkowych instrumentach perkusyjnych Nippy Noya. Udana
współpraca wszystkich spowodowała, że żaden z dziesięciu
zarejestrowanych utworów nie stanowi słabszej, czy mniej udanej
pozycji. Przeciwnie, mimo, iż skonstruowane w odmiennych klimatach i
w innych organizacjach rytmicznych, melodycznych oraz harmonicznych,
stanowią spójną i przekonywującą całość. Powstał w sumie świetny i,
co muszę podkreślić, stymulujący do wielokrotnego słuchania kompakt.
Brawo.
|